Miejsce

Miejsce Grupy Poetyckiej Rebjata w poezji polskiej

Kiedyś poproszono mnie, abym skreślił kilka słów na temat miejsca zajmowanego przez Grupę Poetycką Rebjata w poezji polskiej. Pretekstem stał się zaplanowany na 2 września 2011 roku publiczny debiut grupy na VII Manifestacjach Poetyckich.
Zadanie początkowo nie nastręczało wielu trudności, bowiem znajdowałem się niedaleko salonu empik. Szybko udało mi się ustalić, że miejsce Grupy Poetyckiej Rebjata znajduje się pomiędzy Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim a Julią Hartwig, bądź też pomiędzy Stanisławem Przybyszewskim a Tadeuszem Różewiczem. Mamy zatem do czynienia z miejscem w otoczeniu klasyków i to niezależnie od tego czy księgarenka ustawiająca tomiki na półkach za pierwszoplanowe i istotne uzna „G” czy też zdecyduje, że miejscem zakotwiczenia powinno być „R”. Zaznaczam, że oczywiście w tym wypadku nie uwzględniam 608 – stronicowej antologii współczesnej poezji latynoamerykańskiej „Umocz wargi w kamieniu” w przekładach Krystyny Rodowskiej. Wiem, wybór ten może zostać odebrany jako arbitralny. Niektórzy mogą podnosić argument, że debiutancki tomik Grupy Poetyckiej Rebjata także jest na swój sposób antologią i również zawiera przekłady. Nie będę teraz z tym dyskutował.
Niestety sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. Poddać musimy bowiem, na pierwszy rzut oka nobilitujące miejsce w otoczeniu klasyków, dekonstrukcji i reorientacji. Nie możemy przecież przejść do porządku dziennego nad tym, że członkowie Grupy Poetyckiej Rebjata nie preferują pozycji „stojąc” od pozycji horyzontalnej, czy choćby pozycji „siedząc”. Z tej perspektywy – a wszyscy zetknęliśmy się ze zjawiskiem układania tomików na sobie, zwłaszcza tam gdzie szczupłość miejsca i wąski horyzont (witryny lub półki) nie pozwala na nieskrępowaną ekspozycję poezji – sytuacja zmienia się diametralnie. W miejsce noblesse oblige pojawia się odczucie obleśnego obciachu. Przychodzą do głowy skojarzenia nekrofilne – jak bowiem inaczej określić leżenie na Gałczyńskim pod Hartwig lub na Przybyszewskim i pod Różewiczem. Dużo łatwiej przychodzi wtedy zaakceptowanie sąsiedztwa antologii latynoamerykańskiej.
Nadzieja umiera ostatnia.
Być może miejsce Grupy Poetyckiej Rebjata powinno być gdzie indziej – może chodzi o miejsce bardziej intymne? Na przykład u mnie w sypialni od jakiegoś czasu tomik grupy wpółleży z jednej strony oparty o wybór wierszy Stanisława Czycza, z drugiej podtrzymując sędziwą „Wieżę melancholii” z ilustracjami Daniela Mroza. Malkontenci mogą utyskiwać, że Czycza przecież dzisiaj (poza Tomaszem Burkiem) nikt już nie pamięta. Kto jeszcze czyta Czycza (przecież tego się nawet nie da wymówić)? Jeszcze gorzej z Jerzym Harasymowiczem-Broniuszycem (swoją drogą ciekawe czy jego prochy wymieszały się gdzieś z popiołami chaty socjologa na Otrycie). Mogą utyskiwać. Jest jednak Harasymowicz autorem strofy: „Indyki stado biskupów we fioletach gul gul krążą wokół z pogardą…”. Stanisław Czycz napisał z kolei, że jego „uwagi mogą śmieszyć swoją zbędnością, kogoś może i urażać”, wydaje mu się jednak, że niektóre były konieczne ale oczywiście byłoby dobrze gdyby się mylił „nie jest najlepiej gdy wiersze wymagają jakichś objaśniających uwag.” Nic dodać nic ująć. Oto bowiem wychodzi drugi tomik, a wraz z nim zmienia się miejsce Grupy Poetyckiej Rebjata w poezji polskiej.
Posłuchajcie teraz ich nowych wierszy. Póki co musicie je sobie przeczytać sami, ale przyjdzie czas, kiedy ktoś zrobi to za was, dla was, z nami.

Maksymilian Leluchow